czwartek, 12 października 2017

Liv Hanna


     

Liv Hanna
Informacje ogólne:
Liv Hanna urodziła się w 1583 roku jako pierworodne dziecko Silje i Tengela Dobrego. Z racji tego że jej ojciec był rodzonym bratem Sunnivy Starszej, jest kuzynką Sol Angelici, którą Silje wzięła na wychowanie. 
      Siostra Arego,  żona Daga Christiana Meidena, matka Cecyli i Taralda. 
      Dożyła późnej starości. Umarła w 1668 roku w wieku 85 lat.


Wygląd Zewnętrzny:
     Liv Hanna jest śliczną kobietą o miedziano rudych kręconych włosach.
       Rysy twarzy i oczy ma niezwykle podobne do matki.
To niewiasta drobnej budowy ciała i delikatnej wręcz kruchej urodzie. Usposobienie subtelności. 


Charakter:
      Liv Hanna to wrażliwa i delikatna osoba o spokojnym i cicho usposobieniu. Kochająca i niezwykle ciepła.
       Inteligentna o bystrym umyśle. Charakteryzowała się też dużą uległości co niektórzy ludzie wykorzystywali na swoją korzyść. Nieco naiwna  i nieśmiała. Bardzo łagodna. Jest uznawana za najbardziej szlachetną osobę w rodzie. Z czasem staję się silną kobietą i mądrą matroną, którą ukształtowało życie poznane od tej dobrej i jak też złej strony. 
      Znana z miłości do całego świata, otaczała troską i opieką wszystkich wokół. Kobieta Anioł. 


Podsumowanie:
     Liv Hanna to jedna z najciekawszych postaci sagi. Od razu budzi sympatię.  W jej żyłach płynie krew Ludzi Lodu,  ale nie posiada związanego z nią złego dziedzictwa. 
     Nie należy też do Wybranych, mimo to czytelnik się do niej przywiązuje. Swoją dobrocią i łagodnością zdobywa serca ludzi ze swojego otoczenia.
     Ogromną wrażliwość odziedziczyła po swojej matce Silje.  Urodziła się w dolinie Ludzi Lodu.  Przy jej narodzinach pomagała Hanna ( stara, Dotknięta wiedźma).
     Swoją piękną duszą potrafiła rozjaśnić niemalże każdy mrok. Nie należy porównwyć jej do Sól,  bo bardzo się od siebie różniły. Liv miała w sobie łagodność wody, a Sól żywiołowość ognia. Stanowiły zupełnie odrębne osobowości, dlatego też obie są fascynujące.  To stawia je na równi.
     Uważam, że pierworodna córka Silje i Tengela jest wzorem do naśladowania,  gdyż była ideałem córki,  żony, matki, babki i prababki. 
     Tak jak Sól kochała rodzinę nad życie.  Chciała ją chronić, lecz nie w tak drastyczny sposób jak jej piękna kuzynka.
      Jej pierwsze małżeństwo nie było udane,  gdyż jej mąż Laurents Berenius,  tuż po ślubie pokazał swoją prawdziwą twarz. Stosował wobec niej przemoc i karcił mimo, iż  była wzorową żoną, która bardzo się starała. Przez niego ten uroczy "kwiat" zaczął więdnąć.
      Iskra życia zaczęła w niej gasnąć.  Z wolna umierała za życia. Być może doszło by do tragedii,  gdyby nie Dag Meiden, jej oddany od dzieciństwa przyjaciel, syn baronowa Charlotty Meiden. To On na powrót przywrócił w niej chęci do życia. To jego miłość wyrwała ją ze szponów wielkiego mroku smutku i nieszczęścia.
Dużą rolę odegrała też tu Sol, która w zemście za krzywdy wyrządzone Liv zabiła jej męża tyrana.
     Liv Hanna odrodziła się na nowo. Cała ta sytuacja dała jej wielką siłę. Siła ta z wiekiem kształtowała jej charakter. 
      Wciąż pozostaje tą samą cudowną eteryczną istotą z otwartym na wszystkich sercem. Nie zmienia jej nawet wysoka pozycja społeczna i majątek (posiadała tytuł baronowej i ogromną posiadłość Grastenholm. 
     Stała się bardziej ostrożna, ale zyskała też życiową mądrość.
      Wydawać by się mogło, że ta kochająca wszystkich istota straci swój blask po ciężkich przeżyciach, ale dzięki bliskim i zdobytemu doświadczeniu stała się silną osobą.
      Dla mnie Liv Hanna to symbol człowieka który mimo tragedii i złych doświadczeń wciąż pozostaje sobą i który do końca życia zachowuję człowieczeństwo.  Tylko dzięki niemu możemy godnie żyć, nie krzywdząc innych ludzi. Czyniąc źle lub doświadczając wielkiej ludzkiej podłości,  tracimy je z wolna stają się " jałową ziemią" podatna tylko na zło w którym widzimy szansę. Wtedy też sami stajemy się "krwiożerczymi bestiami" służącymi złym mocom. 
      Z Liv tak nie było,..Ona wygrała. Za to należy się jej szacunek i podziw za to, że nie dała się do końca złamać. 
     Między wersami zauważam,  iż zawsze tła się w niej nadzieja, choć sama sobie nie zdawała z tego sprawy.
       Wraz z jej śmiercią odczuwamy brak obecności tej wyjątkowej pod każdym względem kobiety. 
         Jest jedną z postaci która zapada w pamięci na zawsze.


UWAGA!
    Dziś przedstawiłam Wam postać Liv Hanny. Mam nadzieję, że wam się podoba. Niedługo przedstawię kolejną postać SoLL.
      Niedawno zaczęłam czytać norweską sagę "Taniec Płomieni" Jest długa , w Polsce wydano 60 tomów, z 70 norweskich. Opowiada o losach Cyganki Anny i ukazuje tradycje i życie ówczesnych Romów. Jest też dużo akcji, ciągle coś się dzieje, pojawają się też we wątki. Czyta się lekko i przyjemnie.Jestem dopiero na 14 tomie. Nie wiem dlaczego , ale sagi skandynawski mają w sobie jakąś magię. Dlatego też gorąco je polecam i zachęcam do aktywności pod postami.
       Tymczasem życzę Wam miłego wieczoru. 

                                                               Pozdrawiam :)
                                   

czwartek, 5 października 2017

Moja Twórczość: Rozdział 2 (fragment)

Witajcie! :)

    Za oknem niezbyt ciekawa aura pogodowa,  a ja  przychodzę z czymś co mam nadzieję umili Wam choć trochę czas. Chciałabym byście się zapoznali z fragmentem mojej powieści którą piszę. Z racji tego że mam ciężki dzień, przejde od razu do rzeczy:





          Aaron, obudził się wczesnym rankiem, spał tylko niecałe trzy godziny. Był podekscytowany wizytą Archibalda.. Planował wyruszyć na swoją misje w ciągu kilku dni. Miał mu towarzyszyć Edgar. Nie chciał zabierać nikogo więcej. To było zbyt niebezpieczne. Podróż konno do Doliny Śmierci, zajmowała sześć dni. Aaron wszedł do stajni i skierował się do boksu, w którym stał jego wierzchowiec. Młody ogier, był pięknym zdrowym i silnym zwierzęciem o kruczoczarnej sierści, i miodowej łatce na głowie w kształcie półksiężyca.

- Witaj przyjacielu. Wkrótce czeka nas niebezpieczna misja – powiedział Aaron dotykając chrap majestatycznego stworzenia, które zarżało radośnie, na jego widok. Nie zauważył jak do boksu wszedł Edgar, a tuż za nim Lionel.
- Bracie, Lionel chce wyruszyć z nami – oznajmił Edgar
- Że co, słucham?! Lionelu czyś Ty rozum postradał? To zbyt niebezpieczne, nie chcę Cię narażać. Masz narzeczoną, która niebawem zostanie Twoją zoną – powiedział stanowczo Aaron.
- A dlaczego Ty wyruszasz, skoro mówisz o niebezpieczeństwie? – odwarknął Lionel.
- Ponieważ jest nadzieja na pozbycie się Wirginii, a tak w ogóle niemam nic do stracenia odkąd niema Elleny, Od jej śmierci, również i ja jestem martwy – wyjaśnił Aaron, na jego twarzy odmalował się ból, gniew i przerażająca obojętność.
- Aaronie jestem Twym przyjacielem…
- Masz rację, Lionelu jesteś moim przyjacielem i dlatego też zostajesz tutaj. To jest moje ostatnie słowo – wtrącił Aaron przerywając przyjacielowi – Nami by mnie znienawidziła, jakby coś ci się stało – dodał łagodniejszym tonem, wychodząc ze stajni. Lionel i Edgar szli obok niego. Kierowali się w stronę areny, na której zebrała się już spora gromadka wojowników.
- Witajcie chłopcy. Chwytajcie za broń, powinniście już trenować – zawołał Aaron przypatrując się im z uwagą. Po chwili rozległ się szczęk stali ocierających się o siebie mieczy. Patrząc na nich, Aarona napawała duma. Mężczyźni  byli zaciekli, opanowani i bardzo groźni. Ich ruchy wzkazywały że z łatwością mogli zadać śmierć. Byli potężnymi wojownikami. Kilku przychodziło z leśnej kryjówki. Ich przywódcą był bardzo silny i odważny Dercon, który był serdecznym przyjacielem Gordona. Aaron zobaczył że jeden z wojowników Dercona przypatruję się mu. Wyglądał jakby się wahał, w końcu się zbliżył.
- Aaronie, mój Pan Dercon prosi żebyś przybył niezwłocznie do naszej kryjówki – powiedział wsuwając miecz do pochwy.
- Powiedz swemu Panu, że przybędę jeszcze dziś przed zachodem słońca – odparł Aaron. Wojownik skłonił ku niemu głowę i pobiegł na drugą stronę areny odwiązał swojego konia i pogalopował na wschód, gdzie na dalekim horyzoncie, znajdował się las. Aaron zastanawiał się cóż pilnego ma mu do przekazania Dercon. Zawołał Edgara i poprosił, by zajął jego stanowisko. Chciał porozmawiać z ojcem. Znalazł go przechadzającego się po dziedzińcu domostwa.
- Ojcze! – zawołal podbiegając do niego.
- Tak Synu? – zapytał gordon zerkając na Aarona.
- Jeden z wojowników Dercona, przekazał mi, ze jego Pan chce mnie widzieć. Zanim słońce zajdzie ruszam do ich kryjówki, chciałbym żebyś pojechał ze mną – odparł Aaron, stając gwałtownie w miejscu. Ojciec zrobił to samo i spojrzał z powagą w oczy syna.
- Dobrze synu. To co ma do przekazania Dercon, jest na pewno bardzo ważne, gdyż bez żadnego poważnego powodu nie kazałby Tobie gnać na złamanie karku. Poza tym, chętnie zobaczę się z moim drogim przyjacielem. – powiedział i uśmiechnął się niepewnie. Również on głęboko wierzył w wyzwolenie całego Królestwa, z pod władzy Czarnej Królowej. Archibald na nowo rozpalił płomień nadziei w sercach całej rodziny. Gordon wraz z synem poszedł do domu, w którym Lorna  przyrządzała posiłek. Była ubrana żółtą atłasową suknie przewiązaną w tali białą szarfa. Swoje hebanowe włosy, rozpuściła . Nowonarodzona nadzieja zaczęła  sprawiać cuda. Gordon, patrzył z zachwytem na żonę.
- Mój Boże, toż to anioł – szepnął
Był pełen podziwu.
Aaron również był zachwycony zmianą, która zaszła w matce. Wiedział że właśnie powróciła ze świata umarłych, do którego odeszła, już za życia. Miał całkowitą pewność, że bez Pogromczyni nie będzie mógł powrócić. Sumienie by mu na to nie pozwoliło. Musiał zwyciężyć. Gdy wraz z ojcem się posilił przepyszną sarniną duszoną w ziołach, osiodłali konie i wyruszyli na spotkanie z Derconem. Podróż zajęła im dwie godziny drogi. Przekraczając skraj lasu zsiedli z swych wierzchowców, resztę drogi pokonując pieszo. Niedługo potem zobaczyli wśród drzew chatę zbudowaną z drewnianych bali mającą parter, piętro i strych. W drzwiach czekała na nich niewysoka kobieta.
- Witaj, droga Kalo – powiedział Gordon, całując jej dłoń. Ta w odpowiedzi zarumieniła się uroczo na ten gest.
- Witajcie. Mój mąż już na was czeka – powiedziała uśmiechając się promiennie. Po czym lekko stąpając  poprowadziła przybyszów  do kuchni, w której stał Dercon. Jego muskularne ramiona opinała luźna lniana koszula, a do pięknie ukształtowanych długich nóg przylegały bryczesy. Całości dopełniały wysokie, lśniące czarne buty sięgające tuż pod kolano.
Na widok Gordona w dwóch krokach pokonał dzielącą ich odległość, i go serdecznie uściskał.
- witaj mój przyjacielu. Jak miło mi Cię widzieć – powiedział śmiejąc – Jak się miewa Twoja żona? – zapytał kładąc dłonie na ramionach Gordona, po czym znów go uściskał.
- Lorna, czuję się dobrze Derconie – odparł Gordon – wzywałeś mojego syna – dodał.
Dercon przeniósł spojrzenie na milczącego Aarona.
- Ach, tak…Aaronie muszę z Tobą omówić pewną sprawę . Doszły mnie słuchy, że jest nadzieja na pokonanie Wirginii. Ojciec panny Naomi , przekazał mi że wyruszasz w podróż, by odszukać niejaką Pogromczynie Ciemności. Dlatego chce, żeby ktoś ode mnie Ci towarzyszył.
Aaron pokręcił głową.
- Stanowczo protestuje, to niebezpieczne – odparł krzyżując ramiona na piersi, jego postawa wyrażała upór
Dercon tylko tyko się lekko uśmiechnął i ciężko westchnął.
- Aaronie, ja nalegam. Mam wspaniałą osobę, która może okazać się bardzo przydatna – powiedział.
- Synu, zgódź się, Dercon to rozsądny mężczyzna. Nie wysyłał by nikogo, jakby nie był pewny swoich racji – rzekł Gordon przyłączając się  do prośby Dercona.
Aaron spoglądał to na jednego, to na drugiego, potem zamknął oczy. Po czym postanowił zabrać ze sobą jednego z wojowników.
- Dobrze, więc. Ale któż to taki?
- Panna Da Lorse – odpowiedział Dercon z nutką dumy w głosie.
- Kobieta?!  Na Boga toż to delikatne stworzenie. Jakże sobie ona poradzi? – wykrzyknął Aaron ze zgrozą.
- Poradzi sobie znakomicie. Umie doskonale władać mieczem. Była dwórką Królowej Oliwii.
- Dobry Boże .. To na dworze uczono ją wojować?
- Nie. To moi wojownicy ją tego nauczyli. Uwierz mi Aaronie, to silna kobieta, Kiedyś zasłynie przez swoje bohaterstwo. Zaraz ją przyprowadzę. – powiedział Dercon i wyszedł z chaty. Gdy zamknęły się za nim drzwi, Aaron spojrzał na ojca.
- Niewiem czy to jest dobry pomysł – mruknął – Trudno mi uwierzyć, w to co mówi Dercon, wydaję mi się to absurdalne.
- Za chwilę się przekonamy. Chociaż i ja mam w głębi serca wątpliwości – odpowiedział Gordon przyglądając się zzastanowieniem synowi.
Chwile później wrócił Dercon, prowadząc za sobą  ciemnoskórą dziewczynę o inteligentnym spojrzeniu i burzą kręconych włosów.
Gordon i Aaron złożyli jej głęboki ukłon, który wykonywano przed szlachetnie urodzonymi osobami, gdyż tak nakazywała etykieta. Kobieta spojrzała na nich z zaciekawieniem i przeniosła pytający wzrok na Dercona, który skinął jej zachęcająco głową i podał jej miecz. W chwili gdy dotknęła pozłacanej rękoiści , oczom Aarona i Gordona ukazał się wspaniały pokaz fechtunku. Żaden z nich, nie mógł oderwać od niej zachwyconego i pełnego podziwu spojrzenia. Byli pod ogromnym wrażeniem jej umiejętności. Dziewczyna była nieziemska.
- Jak Ci na imię panienko – zapytał Gordon.
Dziewczyna spojrzała na niego z radosnym uśmiechem.
- Norina, mój panie.
- Moja droga Norino, ma panienka wspaniałe zdolności, których wielu wojowników mogłoby ci pozazdrościć. Jestem pod wrażeniem. Poznaj mojego syna Aarona. To z nim wyruszysz na misję.
Aaron zbliżył się do Noriny i ponownie się jej ukłonił chcąc okazać jej szacunek. Widząc to kobieta wybuchneła śmiechem.
- Ależ, proszę pana.. proszę się nie wygłupiać. Jeden ukłon w zupełności wystarczył. To zaszczyt , że mogę Panu towarzyszyć w podróży Aaronie. Dercon stwierdził, że przyda  się panu kobieca ręka, w sprowadzeniu i zdobyciu zaufania Pogromczyni Ciemności – wyjaśniła. Nie mogła się doczekać, czekającej ją przygody. Bardzo chciała pomóc Aaronowi  w wykonaniu misji . Delikatnym ruchem odrzuciła swoje lśniące brązowe włosy do tyłu, które zdążyły już bardzo podrosnąć. Sięgały jej już do połowy ud. Była z nich dumna. Tily uwielbiała je czesać. Aaron pomału zaczął  przekonywać się do propozycji Dercona.
Norina była kobietą, jej o wiele łatwiej będzie przekonać Pogromczynie do przekroczenia wrót.
- Dobrze. Nie widzę żadnych zastrzeżeń. Może się panienka przygotowywać do podróży. Wyruszamy jutro, po zachodzie słońca- oznajmił Aaron. Pomyślał, że będzie mu raźniej mając u boku brata i tę oto stojącą  przed nim piękną nieustraszoną niewiastę.. Czuł że podjął dobrą decyzję. Nic nie mogło go powstrzymać, przed ratowaniem Królestwa. Norina mogła mu w tym bardzo pomóc. Z całą pewnością mieli szanse na zwycięstwo.

      To tylko fragment, z czasem będę umieszczała całe rozdziały.
Na daną chwilę mam kilka rozdziałów lecz tylko dwa są zapisane w wersji elektronicznej . Lubię pisać w "stary tradycyjny sposób" w zeszycie a potem przepisywać na PC na nosząc ewentualne zmiany i poprawiając językowe błędy. Mam ogromny sentyment do moich rękopisów.  Selekcjonuje nawet zeszyty przeznaczone do pisania. Nigdy nie biorę pierwszego z brzegu chyba że właśnie ten przykuje moją uwagę. 
Wiem że to troszkę dziwne bo w końcu zeszyt to zeszyt, ale ja jestem artystką i nawet przedmioty muszą do mnie "przemawiać" mieć to coś.
       Mam nadzieję że są wśród was zwracający uwagę na takie treści.
Ludzie często też oceniają na podstawie pozorów a to nie tędy droga. Dajmy sobie szansę i zgłębiajmy to co mają do przekazania treści zanim je ocenimy. Być może nawet w "bagnie" znajdziemy jakąś perłę. 
Sądzę, że wiecie o co mi chodzi. To wszystko na dziś.
Życzę wam miłego popołudnia.i zachęcam do czytania samego w sobie bo książki to magia.:)

wtorek, 26 września 2017

DI CAPRIO W ROLACH GŁÓWNYCH😊 RYSUNEK




Witajcie
     
          Przychodzę do was z moją najnowsza pracą, a mianowicie z moją nieskończoną  interpretacją kadru z filmu "TITANIC" . Widnieje na nim Jack grany przez Leonardo DiCaprio któremu partneruje Kate Winslet w roli nietuzinkowej Rose. To już klasyka kinowa nagrodzona wieloma Oscarami więc jest mało prawdopodobne by ktoś go nie oglądał. Nie jeden/a uronił/a na tym filmie łzę. Osobiście uwielbiam "TITANICA". Z całą pewnością mi się nigdy nie znudzi.
             Wracając do rysunku....ON NIE JEST IDEALNY...
Daleko mu do perfekcji, jeszcze się uczę tej sztuki...Profesjonaliści pewnie znajdą nie jeden błąd i powiedzą "Mój Boże toż to karygodne, cóż za okaleczenie. ..
        A ja zapytam " A czy Ty urodziłeś się od razu z profesjonalizmem Matejki, Van Goha czy innego wielkiego artysty?" Obawiam się a nawet jestem przekonana, że nie...Mogłeś urodzić się z talentem ale nie z wielkimi umiejętności.  Te musisz wytrenować . Talent pomoże Ci się wybić wyróżnić ale Należy go wyszlifować. Jeśli uda Się Tobie połączyć obie te rzeczy pielęgnując je i sprawiając że tchniesz życie w swoją twórczość być może zyskasz sławę. Jest jednak kolejne ale... bez pokory i samozaparcia ani rusz..Potrzeba też tu pewnej dozy skromności uporu i wielkiej wiary.Inna kwestia to gust ludzi,, a o nich się nie dyskutuje..
Jeśli ktoś powie to się nie uda..i że coś uważają za łagodnie mówiąc brzydkie to Broń Boże nie bierzcie tego do siebie, wierzcie w siebie i własny sukces i idźcie do przodu bo tylko tak możecie zwyciężyć..Wygrać wymarzone życie..
Jestem tylko maleńka ludzka cząsteczka, jedna z wielu , dla większości nie mam znaczenia zapewne.
.Mimo to choć was nie znam,, nigdy was nie widziałam nie wiem co skrywacie w sercach ja ŕównież w Was wierze.
Nie JESTEŚ SAM/A.😊
         Rysuje odkąd pamiętam i mam wiele marzeń i nigdy się nie poddam. Myślę że też podejmiecie się walki o siebie o swoje marzenia bo grzechem jest zrezygnować z czegoś co się kocha a przecież w życiu chodzi też by być szczęśliwym.
        Zboczyłam nieco z tematu , miało być o rysunku tymczasem napisałam "mowę motywacyjną" ja swoją dumę schowałam do kieszeni i robie to co kocham.
 Rysunek wykonałam na zwykłej kartce z bloku technicznego A3. Użyłam do niego zwyczajnych zupełnie "nie profesjonalnych " ołówków które kupiłam w księgarni (B, B1, B2,  B3,  B4 i B5)
 Rysowałam około dwóch godzin ale to nie jest jeszcze całość, chociaże może go tak zostawię bo też tak można. Takie race bywają efektowne.
       Będę wrzucała tu kolejne rysunki i posty dotyczące SoLL. 
Niebawem pojawią się sylwetki kolejnych członków tego rodu:)
         To na razie wszystko zapraszam serdecznie do lektury :)

Powrót ::)

WITAJCIE! :)

       Wracam tutaj po ponad półrocznej nieobecności także podług mnie należą się Wam przeprosiny. Umknęłam bez uprzedzenia znikając z dnia na dzień. Moim usprawiedliwieniem jest to, że miałam ciężki czas i kilkakrotnie leżałam w szpitalu z niezwykle nasilonymi dolegliwościami ciążowymi. Na szczęście wszystko minęło.
        2 sierpnia urodziłam synka, miesiąc przed przewidywanym terminem.
Oskar jest doprawdy cudownym dzieckiem, niezwykle żywotnym i silnym, aż trudno uwierzyć , że to wcześniak który miał problemy zdrowotne po narodzinach. Tak więc teraz jako Dumna Mama zajmuję się dzieckiem. Moje dzieciątko należy do tej grupy dzieci co potrzebują wyjątkowo dużo uwagi, ale to świadczy o jego wrażliwości, o dużej potrzebie bliskości.
        Mimo to nawet nie pomyślałam by porzucić blogowanie i tworzenie, wszak jest to coś co miłuję mówiąc starymi  słowami, ale jakże pięknymi ...Samo to słowo jest magią. :) Wiedzą ci to co kochają prawdziwe z serca całego i Ci którzy dają się porwać temu nurtowi 'rzeki' zwanej Pasją. Toż to także sens życiu nadaję. Z Pasji też rodzą się marzenia i te małe i te wielkie. Mniejsze są sukcesem a większe zwycięstwem więc warto toczyć o to Bój aż to skutku bo wszystko jest możliwe. Czasami warto mieć ośli upór, wiem to po sobie bo często on wraz z dodatkiem innych cech i doświadczeniu życiowemu staje się  się wewnętrzną siłą. Dzięki niej wspinamy się coraz wyżej na Górę Sukcesu i w końcu osiągamy jego szczyt...Carpe Diem moi drodzy:)
         Już dość tej bezczynności twórczej, trzeba wziąć się w garść i ogłosić swój powrót. Możecie się spodziewać nowych postów już niebawem. Teraz będę planowała je już wcześniej robiąc notatki, które pomogą utrzymać mi to wszystko w odpowiednim porządku (chociaż chaos jest dla artysty rzeczą na wskroś normalną). Jakoś zawsze udaję sie nam dojść do ładu mimo " bajzlu" w głowie.
Jest on jak najbardziej pozytywny, ale nie zrozumiały dla zwykłych śmiertelników....
          Także pora "odkurzyć" pielesze bloga i wrócić TU do /WAS z nową siłą.
                     Tak więc do następnego razu . 
                                                   
                                                                   POZDRAWIAM SERDECZNIE :) <3

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Sol Angelica


Sol Angelica
Informacje ogólne:
     W chwili poznania ma zaledwie dwa latka. Zostaje znaleziona przez Silje  przy zmarłej matce, która stała się ofiarą zarazy. Dziewczyna bez wahania bierze pod swoje skrzydła zagubione dziecko choć sama nie weszła jeszcze w dorosłość. 
    Mała rezolutna Sol już od najmłodszych lat wykazuje niezwykłe zdolności których z wiekiem stają się coraz silniejsze. Dziewczynka jest zafascynowana Hanną, staje się  wierną i oddaną uczennicą starej i potężnej wiedźmy. Swoich zdolności używała do obrony siebie i swojej rodziny. Niejednokrotnie pozbawiła życia każdego kogo uznawała za zagrożenie.
     Była Świadoma swojej urody którą użyła do uwiedzenia parobka Klausa. Miało to miejsce gdy miała zaledwie 14 lat.  Sol nie potrafiła pokochać ziemskiego mężczyzny. Swoje serce oddała samemu Księciu Ciemności, którego widywała podczas "narkotycznych wizji". Uwiodła także Heminga, którego zabiła po odkryciu straszliwej tajemnicy którą skrywał. Sol zostaje schwytana i oskarżona o zbrodnie których się dopuściła jako czarownica. Umiera w wieku zaledwie dwudziestu trzech lat poprzez truciznę w jedzeniu i winie przysłanym przez Tengela Dobrego. Córka jego siostry Sunnivy Starszej z Ludzi Lodu. Urodziła córkę Sunnive Młodszą.

Wygląd zewnętrzny:
    Nieopisanie piękna dziewczyna, przez wszystkich uważana za najpiękniejszą kobietę  w rodzie.
Wywoływała zachwyt swoją niebezpieczną urodą. Jej śliczną twarzyczkę okalały ciemne niemal kruczoczarne loki.Kocie Oczy w kształcie migdałów były w kolorze żółto zielonym. Iskrzyły się przebiegłością i zuchwałością. Talię miała wąską a kształty pełne. Każdy jej ruch i gest przepojony był zmysłowością i wdziękiem. o perlistym śmiechu. Świadoma swojej cielesności którą używała do uciech natury fizycznej.

Charakter:
     Sol była temperamentną niczym dziki kot dziewczyną. Była niezwykle szalona przepełnioną pewnością siebie istotą. Bywała nieobliczalna i zuchwała, niemalże bezczelna. Świętnie dowcipkowała stając się w tym mistrzynią. Zatrważająco przebiegła i odważna.Bardzo pogodna.
    Potężna i niebezpieczna czarownicą. Z zimną krwią, bez odrobiny wahania zabijała tych którzy zagrażali lub krzywdzili jej rodzinę, która uważała ją czasami za bardzo lekkomyślną. W pewnych sytuacjach wykazywała się też nieodpowiedzialnością. . Świadoma swojej wartości jako kobieta i czarownica
      Wobec rodziny i przyjaciół kochająca i opiekuńcza. Nie znała litości wobec wrogów.
Cechowała się też ogromną inteligencią , bystrością umysłu. Silna osobowość łączącą w sobie dobrą i złą naturę. Jedna z dotkniętych złym dziedzictwem dlatego też jej charakter był niezwykle skomplikowany, złożony a przy tym nieposkromiony. Wciąż szukała przygód. Tęskniła z magią i światem ukrytym przed zwykłymi ludźmi.

Podsumowanie:
   Sol Angelica to bez wątpienia jedna z najciekawszych i najbarwniejszych postaci kobiecych z sagi.  Swoją osobą budzi lęk ale i też podziw. Powierzchownie wydaję się być szczęśliwą kobietą. Jednak daleko jej do poczucia szczęścia, gdyż w w głębi w swej prawdziwej natury jej istota jest obleczona silnym tragizmem. Jej serce nie mogło należeć do żądnego mężczyzny. Kochała tylko Księcia Ciemnośći. To sprawiło, że nie potrafiła wieść szczęśliwego życia . Pragnęła śmierci, gdyż tylko tak mogła połączyć się z ukochanym. Tragizm budzi współczucie w sercu czytelnika.Li
Ponad wszystko kochała jednak rodzinę . Bez żadnych skrupułów zabija Laurenta ,pierwszego męża jej ukochanej przybranej siostry Liv, gdy ten niszczy w niej radość życia ,bardzo źle ją traktując. Zatem Lepiej było z niebezpieczną czarownicą nie zadzierać. Silna osobowość o nadzwyczajnej urodzie..i niezwykłym charakterze. jak nikt inny budzi fascynację i sympatie mimo trudnego charakteru wynikającego z Złego dziedzictwa płynącego  w jej żyłach. Walczyła z swoją złą stroną natury jak tylko mogła, lecz dziedzictwo wciąż dawało o sobie znać co skutkowało utratą panowania nad sobą. Mimo to starała się czasami trzymać w ryzach by nie sprowadzić na siebie i swoją ukochaną rodzinę kłopotów. Jest ujmująca za serce i wyjątkową postacią Sagi. Czytelnik się do niej przywiązuje ze względu na jej fascynujący i jedyny w swoim rodzaju charakter. Jest fenomenalnym przykładem i ucieleśnieniem walki Dobra ze Złem. Praktycznie od samego początku da się zauważyć, że przez swą dwojaką i magiczną naturę należy do zupełnie innego świata niż zwyczajni śmiertelnicy. Wydaję się przez to nieco rzeczywista ale i niejednokrotnie tak bliska. W końcu ne jedno z nas nad wszystko stawia rodzinę i byłoby w stanie zejść do piekielnych czeluści byleby chronić i ratować tych których kochamy. Tutaj pojawia się zrozumienie dla Sol. Wystarczy się wsłuchać w siebie by odnalść w sobie to co nosiła w sobie ta niezwykła czarownica..miłość do rodziny i nieposkromiona chęć i obowiązek chronienia jej z całych swoich sił i możliwości.
Jednym słowem Sol Angelica to istota która, budzi sympatie mimo wszystko.. Nie jednej osobie pewnie łza zakręciła się w oku w chwili jej śmierci, myśląc że to ostateczne rozstanie..Cudowne staję się to że wciąż była obecna jako Opiekunka Ludzi Lodu po śmierci. Nawet Ona nie powstrzymała jej przed chronieniem wspaniałego Rodu z którego się wywodziła. 


Uwaga!
Przepraszam za swoją długą nieobecność, ale miałam trochę spraw na głowie i kłopoty z siecią :) Niejednokrotnie nie miałam dostępu do internetu. :) Obiecuję, że to nadrobię i wrócę do was z pełną mocą.. Zauważyłam, że wciąż jest mały ruch w komentowaniu, ale widzę też że zaczynam budzić zainteresowanie coraz większe choćby po tym że zaglądają do mnie zagraniczni czytelnicy nawet z Dani czy Szwecji i ta statystyka rośnie. Sporo jest wejść z Stanów Zjednoczonych. Na pewno się nie poddam i nie ucieknę stąd z podkulonym ogonem. Będę walczyć o Wasze zainteresowanie i o swoje marzenia. Jestem uparciuchem więc wiem, że w końcu dopnę swego.
Jestem tu nie tylko dla siebie ale i dla was! :):* Pozdrawiam cieplutko moi mili :) 
  
         
        

środa, 14 grudnia 2016

TW: Moje opowiadanie

   Witajcie :) Przeglądając dosłownie przed chwilą pielesze mojego profilu na FB natknęłam się na opowiadanie fantasy połączone z realnym światem :) to niestety zaledwie fragment niestety...
To jedna ze scen osadzona w głębinach morza. Przedstawiam wam NAYA :) ludzi z głębin wód :) usposobienia konkretnych żywiołów. :) całe opowiadanie a raczej zalążek powieści dostała znajoma potem poszło dalej i tym sposobem straciłam je z oczu. Mniej więcej wiem kto je ma, ale nie mam z tą osobą kontaktu. Zastanawiam się nad odtworzeniem :) jeśli choć jednej osobie się spodoba ten fragment niech da znać w komentarzu a to zrobię z osobistą dedykacją :) A zatem przejdźmy do rzeczy.


                                                      ***


         ...Czarodziejka była wciąż pochylona nad nieprzytomną piastunką.
- Dobrze, dostanie ten czas,ale teraz musi wypocząć , zabierzemy ją do komnaty obok, z tego co pamiętam w kaplicy jest tajemnicze przejście do sekretnej sypialni używanej przez Najwyższych kapłanów w dawnych czasach jako kryjówka przed niebezpieczeństwem. Nieliczni o nim wiedzą, Ja dowiedziałam się stosunkowo niedawno . Blisso, Elaine chodźcie za mną. Przyda mi się pomoc - mówiąc to Selena otarła rękawem swej szaty krew z włosów Titi. Wciąż miała na sobie białą rytualną pelerynę. Wyglądała w niej niewiarygodnie pięknie. Biel podkreślała jej krucze włosy i śliczne rysy twarzy. Taka kobieta mogła mieć cały świat u stóp. Bez wątpienia wielu oddawałoby jej pokłony.          Cieszyła się powszechnym szacunkiem i podziwem, chociaż nie mieszkała w mieście Naya odkąd skończyła dwanaście lat. Od szóstego roku życia interesowała się magią , uwielbiała spędzać czas ze starą Tanzą, ponad stuletnia czarodziejką nazywaną Wiedźmą Mórz. Kobieta jak na stare lata miała bardzo jasny umysł,była mądra. Jej wiedza była nie do opisania. Na próżno było szukać drugiej tak potężnej istoty, znającej się na czarach i magii tak jak ona. Odznaczała się przy tym wyglądem. Jej włosy były białe jak śnieg i długie,a jedno pasmo było ogniście rude , oczy zaś były barwy czystego złota. W przeciwieństwie do reszty ciała, pozostały wciąż młode jak u młodziutkiej dziewczyny, którą niegdyś była. Z przyjemnością przekazywała swą wiedze małej Selenie , która chłonęła każde jej słowo,każdy jej gest jak gąbka. W wieku sześciu lat jej uczennica przyswoiła setki zaklęć i rytuałów. Wiedziała wszystko o eliksirach. Tanza i Selena przywiązały się do siebie. Młodziutka czarodziejka poprosiła swych rodziców by mogła zamieszkać i uczyć się w dalszym ciągu u swej kochanej mistrzyni.którą nazywała Matulą. Ze swoją rodzoną matką miała niewiele wspólnego. Vere interesowała tylko i wyłącznie Quellie, która była przygotowywana do roli żony i któregoś z kapłanów a konkretnie tego który stał w społeczeństwie najwyżej. Młodsza z córek była dla niej balastem. Dlatego też odetchnęła z ulgą, że Selena zniknęła i w ten właśnie sposób, czarodziejka żyła przez czternaście lat, poza swym rodzinnym domem. Przez ten czas rodziców widziała tylko parokrotnie, nie chciała się im narzuca c. Pogodziła się z tym , że nigdy nie będzie dla nich równie ważna jak siostra. Żyłą swoim życiem, robiła to co kochała,lecz w wieku osiemnastu last poniosła ciężka stratę gdy zmarła Wielka Tanza mając sto dwanaście lat dobrego i spokojnego życia. Wiedźma była jedyną osobą która ją naprawdę kochała z wzajemnością. Teraz Selena miała równo trzydzieści lat. Ciężko pracowała by osiagnać to czego dopięła. Pobierała naukę u najlepszej czarodziejki. sama stała się równie potężna jak Tanza. Tęskniła za swoją Mistrzynią, przyjaciółką i matką w jednym. nawet teraz opatrując Titi pomyślała o Tanzie.
- Jakże ja za Tobą tęsknię , Matulo - szepnęła do siebie oczyszczając krwawiąca ranę dziewczyny.
Elaine i Blissa z zaskoczeniem podniosły głowy z znad swoich zajęć, jakim było zrobienie bandaży.
Selena czując na sobie spojrzenia wojowniczek uśmiechnęła się z nostalgią i westchnęła .
- Nie przejmujcie się mną wracajcie do pracy. Zdarza się, że mówię do siebie - wyjaśniła- Rana nie jest głęboka,trochę krwawi , ale to zaraz ustąpi. Środek którego użyłam do odkażenia ma właściwości by krew krzepła - dodała po chwili krótkiego milczenia myjąc w srebrnej misie ręce. Woda przybrała różowy odcień. Po skończonej czynności kobieta wytarła dłonie a Elaine podała jej bandaże którymi tamta owinęła głowę piastunki.
- No gotowe moje drogie. Niebawem się wybudzi. To i tak nic w porównaniu z tym co mogła zrobić jej moja siostra. Quellie jest niezwykle wybuchowa i idzie na żywioł. Nasza matka też była taka sama i jak widać mamy przykład , że niedaleko opada jabłko od jabłoni.
- Chyba była pani, bardzo przywiązana do matki? - zapytała cichutko Elaine.
Selena wyprostowała się jak struna.
- Cóż to za pytanie? Nie rozumiem dlaczego o to pytasz.
- Pytam ponieważ powiedziała pani , że tęskni za matulą, ale chyba posunęłam się za daleko pytając. Naprawdę bardzo przepraszam - jęknęła Elaine rumieniąc się i spuszczając wzrok. Ostatnimi czasy często się jej to zdarzało.
- Nie przepraszaj dziecino, powiem ci jeśli chcesz wiedzieć i jeśli naprawdę Cie to interesuję. Mnie i matkę dzielił ogromny dystans. Żadna z nas nie umiała go pokonać. Vera była wpatrzona w moją siostrę Quellie. Mnie z ledwością tolerowała. Sądzę nawet ze chciała mojej śmierci, wiec sama widzisz. Ja i matka byłyśmy sobie obce - głos Seleny był spokojny gdy mówiła nic nie zdradzało że się denerwuje.
- Przykro mi..
- Nie powinno ci być przykro Elaine. Jestem dorosłą kobietą, Wspaniale sobie radze. Jestem pogodzona z tym co było. W życiu nie można oczekiwać z byt wiele..
- Matka powinna kochać każde dziecko, któremu dała życie. Inaczej być nie powinno - wtrąciła Blissa
- Z tym się zgodzę - odparła na to Selena, podnosząc ręke do czoła. Elaine podeszła bliżej.
- W takim razie kim jest matula?
- Matula to Wiedźma Mórz Tanza, najpotężniejsza czarodziejka swoich czasów. Moja mentorka. Zmarła gdy miałam osiemnaście lat, przeżywszy aż sto dwanaście wiosen.
Elaine i Blissa rozdławiły usta z niedowierzaniem spoglądając na siebie. Pierwszy raz słyszały by ktoś tak długo żył. Nieliczne Naya dożywały do równie sędziwego wieku. Większość ginęła na wczesnym etapie życia, w bitwach wojnach i pojedynkach. Zdarzało się także w historii że tracono ich w egzekucjach. Śmierć miłowała wojowników.
- Niewiarygodne - wyrwało się Elaine
- A niech mnie.. - dodała Blissa.
- Matula kochała życie, nie poddawała się. Odznaczała się ogromną siłą woli . Jej śmierć była dla mnie osobistą tragedią. Kochałam ją. Znała mnie lepiej niż ja samą siebie. To dzięki niej jestem tu gdzie jestem. Gdyby nie ona wszystko wyglądało by inaczej. DAŁA MI SZCZĘŚLIWE ŻYCIE I SPEŁNIENIE - SELENA NAGLE zamilkła, a po jej policzku spłynęła samotna łza będąca symbolem tęsknoty i utraty kogoś kto pomógł jej odnaleść swojej powołanie i kto był jej jedynym oparciem . Elaine zrozumiała, że Tanza była bardziej matką dla Seleny niż Vera. Czarodziejka mimo to kochała  swą siostrę Ouellie . bezwarunkowo. To nie była jej wina , że matka przelała tylko na nią swą miłość , a Selenie nic się nie dostało prócz pogardy obojętności i być może czystej nienawiści. Vera po prostu taka była. Nie była zdolna objąć miłością młodszej córki.



                                                        ***


To tyle na daną chwilę:). Mam nadzieję, ze rzeczywiście WAS to zainteresuję. Ostatnio ja sama o nim zapomniałam po prostu dużo na mnie spłynęło :) mimo to może odszukanie go na mojej osi czasu miało jakiś cel. W końcu nic nie dzieję się bez przyczyny. :) Czuję się podekscytowana i pełna wiary. Wraz z wzrostem moich pisarskich umiejętności bd mogła z perspektywy czasu dojrzeć jakie zaszły zmiany moim stylu. Takowa dokumentacja swoich prac tj. rysunków, opowiadania jest niezwykle przydatna. Pozwala dostrzec wady i zalety. Pomaga też uniknąć różnorakich błędów, Moją słabym punktem jest interpunkcja. Przyznaję się bez bicia. :D ale to nie koniec świata. Wszystko się da wyretuszować czy po prostu nauczyć. Życzę wam miłego wieczorka. :) 

niedziela, 11 grudnia 2016

Tom Riddle-Ofiara Złych Decyzji czy Wysłannik Zła?

          Co by było gdyby powstała historia łącząca się z Harrym Potterem, ale jednocześnie rozpoczynająca nową serię dotyczącą Największego Wroga, słynnego na cały świat Chłopca który przeżył?
         Jak by wyglądała cala historia widziana oczami Lorda Voldemorta. Zwykle mamy dobrych głównych bohaterów. Takich niemal idealnych herosów jest najwięcej. Może czas na opowieść o tym złym? Co jeśli na Czarnego Pana wpłynęły traumatyczne wydarzenia? W końcu nikt nie rodzi się zły.  Obranie kierunku przychodzi z czasem. Być może przyszło by do nas zrozumienie jego postawy. W końcu On jako uczeń Hogwartu był niezwykle zdolnym, doskonale zapowiadającym się młodzieńcem. Władze w świecie mógł osiągnąć w zupełnie inny "dobry" sposób. Gdyby podejmował zgodne z Kodeksem Moralnym decyzje, większość czarodziei, jeśli nie wszyscy podążyli  by za nim. Cały świat magii padłby mu do stóp. miał do tego siłę  przebicia. Gdyba nie ona, nie miałby swoich ludzi a trochę jednak ich było. Mógłby być lepszy niż niejeden minister magii , a równie dobrze mógłby być równie potężny jak Dumbledore. Często wpływ na człowieka mają złe decyzje, które skutkują  nieodwracalnymi konsekwencjami i spustoszeniem w duszy i umyśle. Następują wtedy ciężkie zmiany w psychice. Zaznaczam, że to wcale nie obrona Vodemorta a czyste przemyślenia. P prostu trzeba wniknąć w Toma, by zanalizować jego poczynania. Spójrzmy na dyktatorów. Na jednego z nich zapewne wpłynęło to jak był traktowany w domu. Żadna rodzina nie jest idealna. Każda skrywa sekrety pod woalką niewiedzy i obojętności innych ludzi. Może i Riddle zaznał takowego cierpienia. On jak każdy człowiek narodził się dobry. Inaczej by się sprawa miała gdyby się narodził jako Dziecko z Rytuału. Wtedy i Złe Moce mają do nas łatwiejszy dostęp, ale niekoniecznie, aż tak destrukcyjne. 
        Moim zdaniem  autorka J.K Rowling powinna przedstawić dokładną historie tego Czarodzieja. Najpierw jako Dziecka Jasności a potem Dziecka Ciemności. Zapewne wielu by chciało wiedzieć co się z nim działo w okresie nieujętym w książce ( "Harry Potter i Więzień Azkabanu"), lub co się działo z Czarnym Panem przez 11 lat feralnego również dla niego pierwszego spotkania z Harrym w Dolinie Godryka, aż do chwili przejęcia ciała nauczyciela Obrony przed Czarną Magią profesora Quirrella. Próba zamordowania niewinnego dziecka przyczyniła się do jego klęski i utraty całej mocy ,zwolenników. Utracił wtedy również cielesność.
      Ciekawą mogłaby się okazać książka oparta na pytaniu : Co by było gdyby?. Zapewne poznalibyśmy budzącą wielkie emocje wyjątkową historię Upadłego człowieka po która sięgnąłby niejeden Potteromaniak. Zadajcie sobie też pytanie jaką realną postać przypomina Voldemort?
Dla mnie odpowiedź jest dość oczywista. Tutaj warto sięgnąć do wiedzy o historii II Wojny Światowej. Czarny pan dążył jak wiecie do Czystości Krwi a czy zdajecie sobie sprawę, że do czystości dążył też Adolf Hitler? Ten szalony wódz dążył do wyeliminowania ras niegodnych podług niego do życia. Uznawał tylko Rasę Aryjską. Pragnął czystości Rasy. Obaj ci Panowie dążyli też władzy absolutnej. Obaj też mieli swoich zwolenników , Hitler nazistów a Voldemort śmierciożerców. 
        Wydaję mi się, że tak naprawdę nie znamy jeszcze oczywistej odpowiedzi na pytanie Czy Tom Riddle był "wysłannikiem zła" tj człowiekiem zepsutym w samym w sobie bez żadnej konkretnej przyczyny      czy tez wpłynęły na niego zła doświadczenia (bieda,ignorowanie, złe traktowanie itd).
         Każdy z nas posiada w sobie takiego Harrego i Voldemorta (Dobro i zło) i od nas zależy obranie kierunku. W końcu każdy posiada wolną wolę. Różnica polega na tym, że jeden ma ją silniejszą a inny słabszą. Ta słabsza jest bardziej podatna na 'zagłuszenie, wyparcie w strefę zapomnienia które powoduję że zapominamy o dobru w nas tkwiącym za przyczyną niepowodzeń czy złych doświadczeń. 
      Na koniec chce zaznaczyć że są to tylko moje obiektywne refleksje... świadczące też że gdyby nie feralna przepowiednia nigdy by nie zaatakował niewinnego dziecka ani jego kochających rodziców. Wpłyneło tu na Czarnego Pana Wydarzenie w formie przepowiedni ale to zapewne nie koniec wydarzeń pchających go do złych czynów. Tak więc warto by poznać jego życiową historię by wydać o nim ostateczną opinię. 


Zapewne to nie koniec moich analiz i przemyśleń dotyczących Serii o Harrym Potterze. Postaram się również napisać co sądzę o Czasach Huncwotów i podejmę próbę wyjaśnienia niektórych nieścisłości dotyczących serii np. Co się działo z Glizdogonem i gdzie przebywał podczas ucieczki w " Harry Potter i Czara Ognia"
         
Mam nadzieje że moje artykuły wzbudzą ciekawość i będą się podobały. Zachęcam do pytań dotyczących serii - odpowiedzi na pytania będą pojawiały się przed każdym nowym artykułem. 
Życzę miłej lektury a tymczasem dobranoc moi mili :)